Wszyscy mamy sny. Kiedyś wydawało mi się to takie oczywiste i naturalne, aż do czasu, gdy poznałam mojego męża. Mój mąż twierdzi, że snów nie ma, gdyż nie pamięta ani jednego i zawsze tak z nim było. Mnie osobę zafascynowaną snami zaskoczyło to bardzo i zaczęłam drążyć temat. Poczytałam trochę opracowań i okazuje się, że sny ma każdy z nas tylko niestety z jakiejś przyczyny niektórzy mogą tych snów nie pamiętać. W niedługim czasie okazało się, że rzeczywiście mój mąż nie jest ewenementem i miewa sny jak wszyscy. Którejś nocy obudził mnie jego głos, mówił przez sen, a ja podłapałam to i zaczęłam z nim rozmowę. Z tego co mówił wywnioskowałam, że właśnie śni o pracy i próbuje się uporać z jakimś problemem. Rano oczywiście niczego nie pamiętał. Zaczęłam polecać mu różne ćwiczenia pomagające w zapamiętywaniu snów. Nic z tego. Było niechętny, twierdził nawet, że jest mu dobrze tak jak jest, a nawet boi się tego jakby się czuł gdyby zaczął zapamiętywać swoje sny, a one mogłyby okazać się koszmarami. Po tych wszystkich rozmowach z nim doszłam do wniosku, że prawdopodobnie w dzieciństwie mój mąż miał jakieś przerażające sny, które tak mocno wpłynęły na jego psychikę, że przez całe swoje życie wypiera pamięć snów ze swojego umysłu. Z jednej strony śpi dzięki temu spokojnie i nigdy nie widziałam by budził się ze snu gwałtownie z poczuciem strachu czy niepokoju. Z drugiej strony traci tak wiele nie pamiętając tych wszystkich niesamowitych przeżyć, niejednokrotnie przepięknych, jakie serwuje nam śniący umysł.
Oboje z mężem często porozumiewamy się telepatycznie, dzwonimy do siebie w tym samym czasie, zaczynamy mówić to samo w tym samym momencie, odgadujemy swoje myśli i pragnienia ... Nawet ostatnio robiliśmy wspólnie ćwiczenie telepatyczne i udało mi się rozpoznać przedmiot, o którym myślał mój mąż. Kilka dni temu miałam sen o tym, że spotkaliśmy się w naszych snach, mówiłam mu jak pięknie jest śnić pamiętając o treści snu po przebudzeniu, potwierdził to, czuł się bardzo dobrze w swoim śnie i powiedział, że będzie się starał. Niestety rano jak zwykle niczego nie pamiętał i nawet nie mogę skonfrontować czy w naszych snach rzeczywiście się spotkaliśmy. Szkoda, bo mogłoby to być fascynujące dla nas obojga doświadczenie.
wtorek, 1 lutego 2011
niedziela, 30 stycznia 2011
Wyładowania elektryczne niszczące roślinność
We śnie jestem w domu mojej Babci z moją rodziną. Z oddali zbliża się coś groźnego.To jakby wyładowania elektryczne, które przeskakują z jednej rośliny na drugą niszcząc je doszczętnie. Widzę jak to coś zbliża się do domu mojej Babci. Widzę jak rośliny zostają spalone w przeciągu kilku sekund, a te "pioruny" przeskakują dalej na kolejne rośliny. Mijają dom Babci, z którym nic się nie dzieje, ale przez okno widzę studnię, w której woda zaczyna bulgotać i wyglądem przypomina rozgrzaną do czerwoności lawę. Uświadamiam sobie, że wszystko pod ziemią jest tak rozgrzane, że nawet woda się gotuje.
Babcia w tym czasie pierze w pralce pranie i krzyczę do niej, żeby ją szybko wyłączyła, bo woda, którą pralka pobiera jest tak gorąca, że ją rozsadzi. Poza tym te przeskoki elektryczności mogą dostać się do pralki i może się od niej zapalić dom. Nie możemy wyłączyć normalnie pralki przyciskiem i dopiero pomaga wyrywanie kabla z gniazdka.
Patrzę na góry i widzę w oddali jak ludzie karczują las by wyładowania elektryczne nie przeskakiwały dalej i nie niszczyły roślinności. Nie wiem czy im się udaje.
Wiem, że ten sen przed czymś mnie ostrzega. Sny, w których pojawiał się dotychczas dom mojej Babci i naturalne katastrofy z nim związane zapowiadały jakieś nieszczęście lub konflikty. Tak było ze snem o trzęsieniu ziemi, w którym ucierpiał dom Babci, powtarzał się kilkakrotnie, a potem umarł mój Dziadek. Po jego śmierci w snach widziałam dom zalewany przez powódź. Moja Babcia nie potrafiła sobie wtedy poradzić ze śmiercią Dziadka, miała żal do Cioci, z którą mieszka i ją winiła za śmierć Dziadka, przez to dochodziło do częstych kłótni między nimi. Ostatnio wszystko się uspokoiło, jakby czas zabliźnił rany. Dom Babci też mi się nie śnił aż do teraz. Mam nadzieję, że mojej Babci nic nie grozi. Ostatecznie w tym śnie dom nie ucierpiał, a "pioruny" ze snu powędrowały dalej.
Babcia w tym czasie pierze w pralce pranie i krzyczę do niej, żeby ją szybko wyłączyła, bo woda, którą pralka pobiera jest tak gorąca, że ją rozsadzi. Poza tym te przeskoki elektryczności mogą dostać się do pralki i może się od niej zapalić dom. Nie możemy wyłączyć normalnie pralki przyciskiem i dopiero pomaga wyrywanie kabla z gniazdka.
Patrzę na góry i widzę w oddali jak ludzie karczują las by wyładowania elektryczne nie przeskakiwały dalej i nie niszczyły roślinności. Nie wiem czy im się udaje.
Wiem, że ten sen przed czymś mnie ostrzega. Sny, w których pojawiał się dotychczas dom mojej Babci i naturalne katastrofy z nim związane zapowiadały jakieś nieszczęście lub konflikty. Tak było ze snem o trzęsieniu ziemi, w którym ucierpiał dom Babci, powtarzał się kilkakrotnie, a potem umarł mój Dziadek. Po jego śmierci w snach widziałam dom zalewany przez powódź. Moja Babcia nie potrafiła sobie wtedy poradzić ze śmiercią Dziadka, miała żal do Cioci, z którą mieszka i ją winiła za śmierć Dziadka, przez to dochodziło do częstych kłótni między nimi. Ostatnio wszystko się uspokoiło, jakby czas zabliźnił rany. Dom Babci też mi się nie śnił aż do teraz. Mam nadzieję, że mojej Babci nic nie grozi. Ostatecznie w tym śnie dom nie ucierpiał, a "pioruny" ze snu powędrowały dalej.
niedziela, 2 stycznia 2011
Światło, wypadek i piesek
Pierwszy sen "Światło"
Jestem w kościele i ogarnia mnie światło. Widzę modlącego się księdza, oddającego hołd temu światłu. To światło rozprzestrzenia się. Jest wszędzie. Wypełnia mnie. Daje bezpieczeństwo, spokój, poczucie miłości. To światło od Boga.
Drugi sen "Wypadek"
Znajduję się w autobusie. Jestem tam w roli obserwatora, to wycieczka, w której nie uczestniczę, ale znalazłam się w autobusie, żeby zobaczyć co się wydarzy. W autobusie są pasy bezpieczeństwa, myślę sobie, że to rzadkość i cieszę się, że mogę się w nie zapiąć. Siedzę w tyle, autobus jest pełen ludzi. Wiem, że zaraz coś się wydarzy i czekam na to z ogarniającym mnie strachem. Autobus niebezpiecznie przechyla się na prawą stronę jakby miał się przewrócić, ale nic się takiego nie dzieję. W pewnym momencie przychodzi mi na myśl, że teraz to się stanie. Autobus gwałtownie hamuje, przytrzymują mnie zapięte pasy. Słyszę przeraźliwy krzyk człowieka, ale nie wewnątrz, ale na zewnątrz autobusu, który uderzył w kogoś. W środku autobusu nikomu nic się nie stało, ale autobus w kogoś uderzył z ogromną siłą. Czy ten człowiek przeżył ? Tego nie wiem.
Trzeci sen "Piesek"
Znajduję się w mieście nad rzeką, chodzę wokół domu z wysokimi kolumnami w stylu greckim. Ten budynek jest bardzo stary. Jakaś osoba - głos mówi mi, że ten dom nie znajdował się nad rzeką, ale ja jej pokazuję, że rzeka tam jest, jej wąski nurt widać w dole. Chodzę wokół budynku i czegoś szukam. Wreszcie znajduję małego pieska. Trzymam go na rękach, jest zziębnięty. Szukam dla niego schronienia. Znajduję się na jakimś placu, jest tam wejście do kamienicy, gdzie wchodzę i rozmawiam z mężczyzną, zgadza się, abym zostawiła mu psa, będzie miał swoje legowisko w korytarzu mieszkania. Wracam za jakiś czas w to samo miejsce, widzę jak ten mężczyzna wychodzi z tym psem, który wygląda teraz jak pół dziecko pół pies. Jego wyjątkowość sprawia, że mężczyzna może chronić zwierzęta, gdyż ludzie widząc pieska uświadamiają sobie, że my ludzie i zwierzęta mamy podobną naturę, żyjemy na tym samym świecie, czujemy i przeżywamy wszystko tak samo. Mężczyzna ma duże możliwości, aby zmieniać świat, ludzie wspierają go finansowo, nawet osobom z gruntu złym miękną serca i zdobywają się na gest pomocy. I to za sprawą jednego małego pieska, który wygląda jak połączenie dziecka z psem, a ten jego wygląd nie przeraża, lecz uzmysławia jedność wszystkich istot na świecie.
Wszystkie przedstawione sny przyśniły mi się minionej nocy w kolejności, w której je opisałam.
Jestem w kościele i ogarnia mnie światło. Widzę modlącego się księdza, oddającego hołd temu światłu. To światło rozprzestrzenia się. Jest wszędzie. Wypełnia mnie. Daje bezpieczeństwo, spokój, poczucie miłości. To światło od Boga.
Drugi sen "Wypadek"
Znajduję się w autobusie. Jestem tam w roli obserwatora, to wycieczka, w której nie uczestniczę, ale znalazłam się w autobusie, żeby zobaczyć co się wydarzy. W autobusie są pasy bezpieczeństwa, myślę sobie, że to rzadkość i cieszę się, że mogę się w nie zapiąć. Siedzę w tyle, autobus jest pełen ludzi. Wiem, że zaraz coś się wydarzy i czekam na to z ogarniającym mnie strachem. Autobus niebezpiecznie przechyla się na prawą stronę jakby miał się przewrócić, ale nic się takiego nie dzieję. W pewnym momencie przychodzi mi na myśl, że teraz to się stanie. Autobus gwałtownie hamuje, przytrzymują mnie zapięte pasy. Słyszę przeraźliwy krzyk człowieka, ale nie wewnątrz, ale na zewnątrz autobusu, który uderzył w kogoś. W środku autobusu nikomu nic się nie stało, ale autobus w kogoś uderzył z ogromną siłą. Czy ten człowiek przeżył ? Tego nie wiem.
Trzeci sen "Piesek"
Znajduję się w mieście nad rzeką, chodzę wokół domu z wysokimi kolumnami w stylu greckim. Ten budynek jest bardzo stary. Jakaś osoba - głos mówi mi, że ten dom nie znajdował się nad rzeką, ale ja jej pokazuję, że rzeka tam jest, jej wąski nurt widać w dole. Chodzę wokół budynku i czegoś szukam. Wreszcie znajduję małego pieska. Trzymam go na rękach, jest zziębnięty. Szukam dla niego schronienia. Znajduję się na jakimś placu, jest tam wejście do kamienicy, gdzie wchodzę i rozmawiam z mężczyzną, zgadza się, abym zostawiła mu psa, będzie miał swoje legowisko w korytarzu mieszkania. Wracam za jakiś czas w to samo miejsce, widzę jak ten mężczyzna wychodzi z tym psem, który wygląda teraz jak pół dziecko pół pies. Jego wyjątkowość sprawia, że mężczyzna może chronić zwierzęta, gdyż ludzie widząc pieska uświadamiają sobie, że my ludzie i zwierzęta mamy podobną naturę, żyjemy na tym samym świecie, czujemy i przeżywamy wszystko tak samo. Mężczyzna ma duże możliwości, aby zmieniać świat, ludzie wspierają go finansowo, nawet osobom z gruntu złym miękną serca i zdobywają się na gest pomocy. I to za sprawą jednego małego pieska, który wygląda jak połączenie dziecka z psem, a ten jego wygląd nie przeraża, lecz uzmysławia jedność wszystkich istot na świecie.
Wszystkie przedstawione sny przyśniły mi się minionej nocy w kolejności, w której je opisałam.
czwartek, 23 grudnia 2010
Śmierć znajomego
Miałam tej nocy makabryczny sen. Jechałam za samochodem znajomego, w samochodzie,w którym ja byłam znajdowali się jeszcze moi rodzice i moja babcia. Wszyscy jechaliśmy na ślub córki znajomego. Nagle widzę jak jakiś samochód zajeżdża drogę znajomemu i tamten wypada z drogi lądując w rowie. Mój tata spieszy na pomoc, ale wraca i mówi, że znajomy nie żyje. Dojeżdżamy na ślub jego córki i nikomu nic o jego śmierci nie mówimy. Widzę radość córki i strasznie mi przykro, że w tak dla niej szczególny dzień stało się coś tak strasznego.
W dalszej części snu przenoszę się do mieszkania, gdzie siedzę na wersalce i wiem, że w tej wersalce są ukryte zwłoki znajomego, który zginął w wypadku ! Czuję się okropnie z tą świadomością. W pewnym momencie ciało wypada z dołu wersalki, widzę obrażenia, których doznał znajomy, ma zmasakrowaną pokrwawioną twarz. Mój mąż pomaga mi ukryć ciało z powrotem w wersalce, siedzę na niej i czuję wybrzuszenie, cały czas nie daje mi spokoju ciało tam ukryte. Dzwonię do moich rodziców i proszę by zabrali to ciało, bo nie mogę już tego znieść, zbliżają się Święta i tak nie można ukrywać zwłok.
Czy ktoś może mi pomóc w interpretacji tego snu ? Ze znajomym ze snu widziałam się ostatnio, ale generalnie rzadko się spotykamy. Jego córka jest już mężatką od dwóch lat, na jej ślubie nie byłam. Znajomy ma poważne kłopoty finansowe, ale czy jego śmierć w moim śnie mogłaby oznaczać koniec jego problemów ? A może córka o niczym nie wie, mieszka za granicą i on to przed nią ukrywa ? Ciekawe jest jeszcze to, że mieszkanie, w którym ukryte było ciało w wersalce wydaje mi się być mieszkaniem z mojego dzieciństwa.
W dalszej części snu przenoszę się do mieszkania, gdzie siedzę na wersalce i wiem, że w tej wersalce są ukryte zwłoki znajomego, który zginął w wypadku ! Czuję się okropnie z tą świadomością. W pewnym momencie ciało wypada z dołu wersalki, widzę obrażenia, których doznał znajomy, ma zmasakrowaną pokrwawioną twarz. Mój mąż pomaga mi ukryć ciało z powrotem w wersalce, siedzę na niej i czuję wybrzuszenie, cały czas nie daje mi spokoju ciało tam ukryte. Dzwonię do moich rodziców i proszę by zabrali to ciało, bo nie mogę już tego znieść, zbliżają się Święta i tak nie można ukrywać zwłok.
Czy ktoś może mi pomóc w interpretacji tego snu ? Ze znajomym ze snu widziałam się ostatnio, ale generalnie rzadko się spotykamy. Jego córka jest już mężatką od dwóch lat, na jej ślubie nie byłam. Znajomy ma poważne kłopoty finansowe, ale czy jego śmierć w moim śnie mogłaby oznaczać koniec jego problemów ? A może córka o niczym nie wie, mieszka za granicą i on to przed nią ukrywa ? Ciekawe jest jeszcze to, że mieszkanie, w którym ukryte było ciało w wersalce wydaje mi się być mieszkaniem z mojego dzieciństwa.
niedziela, 19 grudnia 2010
Paraliż senny
Paraliż senny to coś co przytrafiło mi się niedawno, pierwszy raz i mam nadzieję, że ostatni. Gdybym o tym wcześniej nie słyszała to chyba umarłabym z przerażenia, choć i tak podczas tego stanu czułam ogromny strach. Gwałtownie obudziłam się w nocy słysząc w uszach narastający szum. Niestety nie mogłam się poruszyć i miałam wrażenie, że nie mogę oddychać. Mój umysł przebudził się, a ciało nie. Próbowałam ze wszystkich sił poruszyć choćby palcem i nie dawałam rady. Nie wiem jak długo tak leżałam, ale wydawało mi się, że trwało to godzinami. W końcu zdołałam wyrwać się z tego stanu poruszając ciałem i spokojnie usnąć ponownie. Najgorszy dla mnie nie był sam stan paraliżu ciała, a narastające uczucie lęku.
Czytałam, że paraliż senny jest przedsionkiem do rozpoczęcia podróży astralnych tzw. OOBE, niestety nie mam na to odwagi, choć może z czasem to się zmieni. Wydaje mi się, że paraliż senny, którego doświadczyłam jest kolejnym etapem w tak zwanych zaburzeniach snu, które mi się przytrafiają. Czasami wybudzając się ze snu widzę dziwne rzeczy, jakbym znalazła się w innej rzeczywistości, w pokoju w którym śpię są inne meble i przedmioty. Zdarzało mi się nawet widzieć biegającego w moim pokoju kota, gdy mieszkałam jeszcze z rodzicami. Kota rodzice rzeczywiście mają, ale gdy całkowicie wybudzałam się ze snu jego sylwetka znikała, może to była jego astralna postać ... Ostatnio przechodząc ze stanu snu do jawy widzę inne dziwne rzeczy, które nawet trudno mi opisać słowami to jakieś kształty, kolory, przedmioty, które nie istnieją w naszej rzeczywistości, gdy próbuję im się przyjrzeć wybudzam się całkowicie i one znikają. Czym jest świat między jawą a snem ? Czy to tylko moja wyobraźnia ? Czy ja rzeczywiście widzę coś co istnieje w innym wymiarze, coś czego w ciągu dnia nie jesteśmy w stanie zobaczyć ?
Przypomniała mi się zasłyszana kiedyś historia o płaszczaku, który żył w swoim dwuwymiarowym świecie ograniczonym przez kartkę papieru, na której został narysowany i nie był w stanie zobaczyć nas ludzi żyjących w świecie trójwymiarowym ... a jeśli istnieją kolejne wymiary, których i my nie możemy zobaczyć ? Tak jak ryba w wodzie nie jest świadoma istnienia świata poza wodą, tak my ograniczamy się do świata dobrze znanego naszym zmysłom...
Chciałabym kiedyś rozwikłać tą tajemnicę, czy świat między jawą a snem istnieje naprawdę.
Czytałam, że paraliż senny jest przedsionkiem do rozpoczęcia podróży astralnych tzw. OOBE, niestety nie mam na to odwagi, choć może z czasem to się zmieni. Wydaje mi się, że paraliż senny, którego doświadczyłam jest kolejnym etapem w tak zwanych zaburzeniach snu, które mi się przytrafiają. Czasami wybudzając się ze snu widzę dziwne rzeczy, jakbym znalazła się w innej rzeczywistości, w pokoju w którym śpię są inne meble i przedmioty. Zdarzało mi się nawet widzieć biegającego w moim pokoju kota, gdy mieszkałam jeszcze z rodzicami. Kota rodzice rzeczywiście mają, ale gdy całkowicie wybudzałam się ze snu jego sylwetka znikała, może to była jego astralna postać ... Ostatnio przechodząc ze stanu snu do jawy widzę inne dziwne rzeczy, które nawet trudno mi opisać słowami to jakieś kształty, kolory, przedmioty, które nie istnieją w naszej rzeczywistości, gdy próbuję im się przyjrzeć wybudzam się całkowicie i one znikają. Czym jest świat między jawą a snem ? Czy to tylko moja wyobraźnia ? Czy ja rzeczywiście widzę coś co istnieje w innym wymiarze, coś czego w ciągu dnia nie jesteśmy w stanie zobaczyć ?
Przypomniała mi się zasłyszana kiedyś historia o płaszczaku, który żył w swoim dwuwymiarowym świecie ograniczonym przez kartkę papieru, na której został narysowany i nie był w stanie zobaczyć nas ludzi żyjących w świecie trójwymiarowym ... a jeśli istnieją kolejne wymiary, których i my nie możemy zobaczyć ? Tak jak ryba w wodzie nie jest świadoma istnienia świata poza wodą, tak my ograniczamy się do świata dobrze znanego naszym zmysłom...
Chciałabym kiedyś rozwikłać tą tajemnicę, czy świat między jawą a snem istnieje naprawdę.
niedziela, 12 grudnia 2010
Prezydent małego kraju
Miałam dziwny sen. Śniłam, że znalazłam się w budynku, gdzie urzędował prezydent jakiegoś małego kraju, w śnie gdy zastanawiałam się jakiego, pierwsza myśl jak mi przyszła do głowy to Słowacja, ale potem skłoniłam się bardziej ku Słowenii. Przyszłam porozmawiać z tym prezydentem, ostrzec go, były ze mną inne młode kobiety. Powiedziano mi, że mogę do niego podejść, siedział na fotelu na samej górze wysokich schodów, weszłam po tych schodach i stanęłam obok niego, prezydent miał zebranie, siedzieli obok niego ministrowie, patrzyli na mnie złowrogo, niektórzy mieli pokrwawione twarze. Prezydent też był zły, że mu przeszkodziłam. Zeszłam ze schodów i w tym momencie swojej wizji zobaczyłam go nieżywego i jego głowę obsypywaną wokół popiołem.
Według sennika prezydent oznacza ważny dla dalszej przyszłości wybór drogi zawodowej, natomiast schody stopniowy awans i postęp w realizacji planów. Z tego wynika, że w moim przypadku nie dojdzie do tego awansu. Raczej aktualnie nie przewiduję zmian w pracy. Chyba, że ten sen należy interpretować bezpośrednio jak sen proroczy i coś się stanie złego w jakimś małym kraju, szkoda, że nie pamiętam twarzy tego prezydenta.
Według sennika prezydent oznacza ważny dla dalszej przyszłości wybór drogi zawodowej, natomiast schody stopniowy awans i postęp w realizacji planów. Z tego wynika, że w moim przypadku nie dojdzie do tego awansu. Raczej aktualnie nie przewiduję zmian w pracy. Chyba, że ten sen należy interpretować bezpośrednio jak sen proroczy i coś się stanie złego w jakimś małym kraju, szkoda, że nie pamiętam twarzy tego prezydenta.
niedziela, 5 grudnia 2010
UFO w arabskim kraju
Czasami mam sny, które są kontynuacją lub nawiązują do poprzednich snów, nawet tych bardzo odległych. Tak było minionej nocy.
Sen rozpoczął się od obrazów nawiązujących do zdjęć, o których pisałam przy pierwszym wpisie na blogu. Tym razem te obrazy były żywe, widziałam twarze osób, które gdy rozszerzałam percepcję widzenia okazywały się więźniami obozu Auschwitz w Oświęcimiu, a następnie zamieniały się w krzyże ! Widziałam przed sobą las krzyży ! Następny obraz to widok śpiącego zwierzęcia, chyba psa, gdy chciałam zobaczyć więcej zobaczyłam jego duszę jak ulatuje nad jego ciałem. To wszystko działo się gdy zmieniałam jakby kąt widzenia i nie skupiałam się na szczegółach np. twarzy tych osób czy sylwetce zwierzęcia, ale zaczynałam ogarniać wzrokiem więcej. Nagle we śnie przeniosłam się w inne otoczenie, stałam na jakiejś łące i patrzyłam w niebo, wydawało się puste, ale gdy zmieniłam ten mój sposób widzenia zobaczyłam przelatujące UFO i to nie jedno, leciało ich mnóstwo w szyku, wyglądały jak przelatujące samoloty - bombowce.
Miałam podobny sen już kiedyś. Siedziałam na tarasie jakieś restauracji, taras był umieszczony na dachu budynku, było mnóstwo ludzi i w pewnym momencie zobaczyłam nad głową mnóstwo obiektów UFO. Najciekawsze jest to, że w obu snach znajdowałam się w jakimś państwie arabskim. W moim ostatnim śnie po zobaczeniu UFO spojrzałam na swoje dłonie, były owinięte chustą arabską i uświadomiłam sobie wtedy, że śnię. Szczęśliwa rozejrzałam się wokół, byłam na olbrzymiej łące, w oddali widziałam wzgórza i lasy, otoczona piękną przyrodą postanowiłam, że uniosę się w górę i pofrunę jak ptak, uczucie było obłędne, gdy szybowałam w przestworzach i widziałam otaczający mnie krajobraz z lotu ptaka. Potem próbowałam odnaleźć mojego męża, wiedziałam, że skoro jestem w państwie arabskim to tam go znajdę. Wchodziłam do jakichś budynków i pomieszczeń, w końcu go odnalazłam i do niego przytuliłam, byłam bardzo szczęśliwa.
Ciekawe jest to, że w realnym życiu mój mąż bardzo lubi muzykę arabską, mógłby jej słuchać godzinami, mówi, że go uspokaja i jest mu w jakiś sposób bliska. Nie wiem skąd te jego zainteresowanie, nie ma korzeni arabskich, nigdy nie odwiedzał tamtych krajów. Czyżby mój mąż w poprzednim życiu był Arabem ?
Sen rozpoczął się od obrazów nawiązujących do zdjęć, o których pisałam przy pierwszym wpisie na blogu. Tym razem te obrazy były żywe, widziałam twarze osób, które gdy rozszerzałam percepcję widzenia okazywały się więźniami obozu Auschwitz w Oświęcimiu, a następnie zamieniały się w krzyże ! Widziałam przed sobą las krzyży ! Następny obraz to widok śpiącego zwierzęcia, chyba psa, gdy chciałam zobaczyć więcej zobaczyłam jego duszę jak ulatuje nad jego ciałem. To wszystko działo się gdy zmieniałam jakby kąt widzenia i nie skupiałam się na szczegółach np. twarzy tych osób czy sylwetce zwierzęcia, ale zaczynałam ogarniać wzrokiem więcej. Nagle we śnie przeniosłam się w inne otoczenie, stałam na jakiejś łące i patrzyłam w niebo, wydawało się puste, ale gdy zmieniłam ten mój sposób widzenia zobaczyłam przelatujące UFO i to nie jedno, leciało ich mnóstwo w szyku, wyglądały jak przelatujące samoloty - bombowce.
Miałam podobny sen już kiedyś. Siedziałam na tarasie jakieś restauracji, taras był umieszczony na dachu budynku, było mnóstwo ludzi i w pewnym momencie zobaczyłam nad głową mnóstwo obiektów UFO. Najciekawsze jest to, że w obu snach znajdowałam się w jakimś państwie arabskim. W moim ostatnim śnie po zobaczeniu UFO spojrzałam na swoje dłonie, były owinięte chustą arabską i uświadomiłam sobie wtedy, że śnię. Szczęśliwa rozejrzałam się wokół, byłam na olbrzymiej łące, w oddali widziałam wzgórza i lasy, otoczona piękną przyrodą postanowiłam, że uniosę się w górę i pofrunę jak ptak, uczucie było obłędne, gdy szybowałam w przestworzach i widziałam otaczający mnie krajobraz z lotu ptaka. Potem próbowałam odnaleźć mojego męża, wiedziałam, że skoro jestem w państwie arabskim to tam go znajdę. Wchodziłam do jakichś budynków i pomieszczeń, w końcu go odnalazłam i do niego przytuliłam, byłam bardzo szczęśliwa.
Ciekawe jest to, że w realnym życiu mój mąż bardzo lubi muzykę arabską, mógłby jej słuchać godzinami, mówi, że go uspokaja i jest mu w jakiś sposób bliska. Nie wiem skąd te jego zainteresowanie, nie ma korzeni arabskich, nigdy nie odwiedzał tamtych krajów. Czyżby mój mąż w poprzednim życiu był Arabem ?
Subskrybuj:
Posty (Atom)